Piekło
Piklo

Na zdjęciu pokazani od lewej do prawej: A. Edward Wilen, Sid Katz i Herbert Weber

Świnoujście w 1945 roku zamieszkiwało około 22.000 mieszkańców.Jednakże miasto, jego wszyskie ulice i place były przepełnione uciekinierami. Przed postępującym od wschodu frontem, w kierunku na wschód, wozami konnymi, statkami i pociągami a nawet pieszo uciekało 14 milionów ludzi . Dziesiątki tysięcy dotarło do Świnoujścia. Tu dla uciekinierów zbudowano nawet most pontonowy przez Świnę, by ułatwić przeprawę.


Na promie kolejowym znajdował się wypełniony ludzmi pociąg.,a na dworcu portowym stał również pociąg gotowy do odjazdu. Szhoły i inne publiczmne budynki  były przepełnione ludźmi starymi, chorymi lub rannymi. W parku Zdrojowym biwakowały odwody Wehrmachtu. Oddziały radzieckie stały już nad Dziwną koło Wolina i prosiły aliantów o wsparcie.
 
W południa, 12 marca 1945 r. około godziny 12.05, zajęczały w Świnoujściu syreny. Około jednej godziny atakowało miasto 671 ciężkich, czterosilnikowych bombowców 8 Powietrznej Floty Stanów Zjednoczonych ( B 17- latające fortece i B 24 ) jak też 412 myśliwców. Z wysokości około 6000 metrów zrzuconych zostało 1609 ton bomb. Dzielnica portowa, stare miasto i część dzielnicy nadmorskiej utonęło w dymie i popiele. Krótko przed nalotem weszło do Świnoujścia 12 załadowanych po brzegi transporty z uciekinierami. Sześć zatonęła, w tym „Cordillera” i „Andros”. W zatopionym „Androsie” śmierć znalazło 570 ludzi, głównie kobiet i dzieci. Szacunki określają liczbę zabitych podczas nalotu na 23.000 osób.
 Ze względu na liczbę zabitych, Świnioujscie stoi w jednym rzędzie z takimi niemieckimi miastami jak Hamburg, Kassel, Darmstadt, Pforzheim i Drezno. Jeśli pod uwagę weżmiemy wielkość miasta, możemy określić jako najbardziej poszkodowane. Jak to napisał J. Friedrich w pracy „Der Brand”, w rozdziale „Masakra Świnoujścia ”w annałach 8 Floty Powietrznej Stanów Zjednoczonych, nalot ten został zapisny jako akcja przeciw stacji rozrządowej”
 Obecnie, prawie 60 lat później, pan dr H. Schnatz z Koblencji  wspierając się wspomnianymi annałami 8 Floty US, cynicznie wywodzi :
Jedna tona alianckich bomb powodowała przeciętnie śmierć 3,1. Jak dużo mogło umrzeć w Świnoujściu po zrzuceniu 3218 bomb ? I oczywiście znacząco zmniejsza w ten sposób, przynajmiej na papierze, liczbę ofiar.
 Większość ofiar pochowanych zostało na wzgórzu Golm, gdzie od dziesiatków lat znajduje się miejsce pamięci. Prowadzący tę stronę, osobiście przeżył nalot na Świnoujście i poznał okrucieństwo wojny.
E.R.
              n-tv: Inferno an der Ostsee Bombardierung von Swinemünde
A oto meldunek DPA ( Niemieckiej Agencji Prasowej ):
Wtorek, 8 marca 2005 r.
Piekło nad Bałtykiem
Bombardowanie Świnoujścia
Dziesiątki tysięcy uciekinierów w portowym mieście Świnoujściu, na wyspie Uznam, w początkach marca 1945 r. czuły się już bezpiecznie. Uciekli oni przed Czerwoną Armią już to przez Bałtyk, już to drogą lądową i teraz liczyli tylko na szybki koniec wojny. Ulice tego 20.000 ego miasta były zakorkowane wozami  z plandekami, na których ludzie transportowali co w wielkim pośpiechu mogli uratować. Dnia 12 marca na miasto Świnoujście 671 bombowców  8 Floty Powietrznej Stanów Zjednoczonych zrzuciło łącznie 1.600 ton bomb. Zamieniły one istniejący chaos w piekło. Dokładna liczba ofiar nie zostanie nigdy ustalona, szacunki sięgają liczby 23.000.
„ Gdy o 11.00 zawyły syreny, nie zrobiło to na nas większego wrażenia, ponieważ już wcześniej zdarzały się takie fałszywe alarmy”, wspomina publicystka Carola Stern, która ten nalot przeżyła jako 19 latka. „ Gdy pół godziny później spadły pierwsze bomby, jakiś żołnierz pociągnął mnie na podłogę  i przeczołgaliśmy się do jakiejś pralni. Myślałam że wybiła moja ostatnia godzina” . W swej kryjówce znalazła młoda kobieta pocieszenie u mieszkanki Berlina, która w stolicy przeżyła już liczne naloty. „Uświadomiła mi, że bomby, których gwizd się słyszy, spadają gdzie indziej”.
Nalot trwał około jednej godziny. „Miasto było potem jak jedna hałda gruzu. Na ulicach leżały wszędzie zwłoki zabitych  ludzie i koni, poniewierały się  sprzęty domowe z rozbitych wozów uciekinierów”.  Wielu z nich zostało zabitych, ponieważ w czasie nalotu, nie chcieli zostawić swego dobytku. Te ponure sceny pozbawiły Stern prawie zmysłów: „ Biegłam z nienormalnym uśmiechem przez miasto. W parku leżały wszędzie urwane głowy i członki ludzkie, ponieważ bomby spadły w środku zbiorowiska ludzi, którzy tam szukali ratunku”.,
Erwin Rosenthal, wówczas pięcioletni, nie zajmował się później szczegółowiej nalotem. Rodzina Rosenthalów straciła podczas bombardowania cały swój dobytek. „Gdy alarm został ogłoszony udaliśmy się z naszego mieszkania, dwa domy dalej do mojej babci. Krótko potem bomba zniszczyła nasz dom, a dom naszej babci został uszkodzony”. On sam skrył się w piwnicy, gdzie on i cała rodzina cudem ocaleli. „Mogłem widzieć, jak wokół nas wszystko legło w gruzach lub padło pastwą płomieni. Widzieliśmy ciężko rannych, którzy utykając i krzycząc z bólu szukali ratunku „. Dzisiaj próbuje on i jego polski współautor Józef Pluciński, przedstawić na internetowej stronie mówiącej o Świnoujściu, straszliwy dramat nalotu i ból po stracie najbliższej ojczyzny
Ofiary bombardowania znalazły miejsce swego wiecznego spoczynku na Golmie, wzgórzu leżącym w pobliżu miasta , które przed wojna było ulubionym celem wycieczek świnoujścian. Wiele tysięcy osób zostało tam pochowanych, najczęściej anonimowo w masowych grobach. „ Zwłoki dzieci były przedtem w porcie sortowane i układane w stery” wspomina Carola Stern. Ona także potępia nalot: „ Długo miałam jedno przekonanie. W końcu to Niemcy tę wojnę zaczęli. Gdy jako młoda dziewczyna w kronice filmowej oglądałam niemieckich pilotów podczas wykonywanych przez nich nalotów, nie miałam żadnych tragicznych skojarzeń, lecz czułam dumę. I myślałam też później, że nie mam żadnego prawa innych potępiać. Ale zniszczyć miasto przepełnione uciekinierami, tak krótko przed końcem wojny, było ciężką nieprawością”.

Epilog
Autor tego reportażu Herbert Weber z Iserlohn ( rocznik 1931 ) w  końcu 1943 roku był uczniem w Hagen w Westfalii. W ramach akcji ewakuacyjnej dzieci                          ( Kinderlandverschickung skr.KLV } razem z innymi uczniami i gronem nauczycielskim szkoły, został ewakuowany do Darłowa na Pomorzu Wschodnim, dla ochrony przed bombardowaniami. Tutaj, w systemie zmianowym, korzystali oni z budynku szkolnego, wraz z miejscowymi uczniami.  Wraz ze zbliżaniem się sowieckiego frontu, wielu uczniów już wcześniej pozostawiło swoje wojenne, tymczasowe  miejsce zamieszkania. Zwlekający do końca, w tej liczbie Herbert Weber, na dzień przed wejściem Rosjan 6 marca 1945 r. dostali się wraz z setkami uciekinierów na ostatni statek ewakuacyjny, który drogą morską dostarczyć ich miał do Świnoujścia. Dopiero po 4-ch dniach postoju na redzie, na kotwicy, uciekinierzy dostali się na ląd. Grupa z Hagen odnalazła miejsce noclegowe w wyłożonej słomą auli obecnej szkoły podstawowej  przy ul. Narutowicza. Dnia 12 marca uczniowie, którzy z Hagen zostali ewakuowani dla ochrony przed bombardowaniem, przeżyli w mieście nad Świną nalot, który przyniósł śmierć tysiącom ludzi. Szczęśliwie, wszyscy uczniowie z Hagen przeżyli nalot w piwnicy szkoły i następnego dnia autobusem pojechali do Neubrandenburga, skąd koleją, etapami, głównie nocą, kontynuowali powrót do rodzinnego miasta. Dnia 16 marca 1945 r. dotarli wreszcie do swej westfalskiej ojczyzny.
H.Weber, jako członek stowarzyszenia „Miejsce Pamięci Golm” już ponad 10 lat zajmuje się historia i dokumentowaniem nalotu na Świnoujście. Pomaga zbierać wspomnienia tych, którzy przeżyli, gromadzi informacje o ofiarach śmiertelnych, publikuje wyniki swych prac. Zawarł je też w broszurze „ Das Inferno von Swinemünde” ( Świnoujskie piekło ), gdzie zawarł wspomnienia 39 osób, które przeżyły ten pełen grozy, całkowicie bezsensowny z militarnego punktu widzenia nalot. Zabici w jego wyniku, przeważnie  cywile, w znacznej części anonimowi, znaleźli miejsce swego ostatniego spoczynku, na wzgórzu Golm koło Kamminke, na Uznamie
Dnia 22 marca 2006 r. H. Weber napisał prowadzącemu stronę tę relacje:
 
Przypadek czy zrządzenie – spotkanie 61 lat po wojnie
Podróż lotnicza zawiodła mnie w końcu lutego 2006 r. na Florydę, gdzie w miejscowości Delray Beach,  odwiedziłem Wernera M. mego przyjaciela z lat dziecięcych i młodzieńczych. Jest on osiedlony od prawie 30 lat w Montrealu w Kanadzie, ale czas od grudnia do połowy kwietnia, spędza rok w rok, na słonecznej Florydzie, gdzie posiada prywatny apartament.
 Tak jak w latach poprzednich i tego roku na lotnisku w Boca Ratan, też na Florydzie, oddalonym około pół godziny jazdy samochodem, odbywał się pokaz zdolnych jeszcze do lotu bombowców z czasów II wojny światowej. W jednym z lokalnych czasopism była na ten temat tego notatka. Przewodnikami i informatorami pozostającymi do dyspozycji zwiedzających, byli weterani wojenni, w tym także dawni piloci i członkowie załóg latających.
Także ja i mój przyjaciel odwiedziliśmy  27 lutego ten pokaz, ponieważ pokazywane typy maszyn były nam dobrze znane z czasów wojny, jako że przelatywały one nad naszym krajem w celu dokonywania nalotów na niektóre miasta. Podczas oglądania tych samolotów rozbudziły się we mnie wspomnienia o prawdziwym piekle na ziemi spowodowanym w Świnoujściu 12 marca 1945 r., o straszliwej godzinie jaką wtedy przeżyliśmy wraz z moimi kolegami i nauczycielami, po zejściu na ląd z  pokładu statku z uciekinierami z Darłowa.
 Spotkaliśmy dwóch byłych pilotów, z których jeden, A.Edward Wilen z Boca Raton, choć już 84 – letni, był przewodnikiem po wystawie. Jako pilot, w 1944 r. został zestrzelony przez niemiecką obronę przeciwlotniczą, ratował się skokiem na spadochronie i dostał się do obozu jenieckiego w Stargardzie na Pomorzu. Przed zbliżającymi się oddziałami Armii Czerwonej, ewakuowany został do Moosburg w Bawarii i tam wyswobodzony przez nacierających jego ziomków.
 Drugi 80 letni weteran nazwiskiem Sid Katz z Livingston w New Jersey, przedstawił się jako operator radaru na czteromotorowym bombowcu, który wykonał łącznie 30 lotów bojowych na cele na terytorium Niemiec. Na moje pytanie o bombardowane miasta, wymienił Magdeburg, Kassel itd. Następnie opowiedział o zdarzeniu dla niego nieco zabawnym. Pewnego ranka, o nieprzyzwoicie wczesnej godzinie, padła nazwa kolejnego celu bombardowania o nazwie „Schweinemunde”. Wymowa tego słowa w jidysz brzmiała bardzo dziwnie, a dla niego, jako Żyda szczególnie.
 Zorientowałem się, iż z całą pewnością chodziło o Świnoujście, nad Bałtykiem w marcowy poniedziałek 1945 r.
Moje zaskoczenie było olbrzymie. Z przyjacielem  spojrzeliśmy na siebie, a ja rzekłem spontanicznie do pana Katza: „You bombed me, but I survived  and I could escape” . ( Ty mnie bombardowałeś ale ja przeżyłem i mogłem tu przybyć ! ) On uścisnął moje ręce i długo patrzyliśmy sobie w oczy .
Musiałem  więc aż na Florydę jechać, by tu przypadkiem spotkać człowieka, który pomagał w tym, bym ja, wówczas 14-latek, podczas nalotu, w piwnicy Szkoły Fontane, przeżywał 70 pełnych ogromnego strachu minut . Uczestniczył też w tysiąckrotnym zadaniu śmierci, że nie wspomnę masy rannych i psychicznie poranionych, oraz ogromnie wielkich strat  materialnych. Nie widział on, że nalot 12 marca 1945 r. kosztował ponad 20.000 istnień ludzkich i jego stosunek do tego, gdy już wyraził swój żal, zawarł się w zdaniu: Ja miałem wówczas 19 lat i spełniałem swój obowiązek ! 
 Opowiedział, ze nalot nastąpił na życzenie sowieckie i że wielkiej formacji bombowców ( 671 czteromotorowe bombowce które zrzuciły 1.609 ton bomb ), towarzyszyła  stosunkowo liczna eskorta myśliwców ( 412 jednosilnikowe P 51 – Mustang ). Mimo iż niemieckie siły lotnicze w końcowej fazie wojny były już słabe, nadal bano się ich i myśliwce miały rozkaz stałego  pozostawania na wysokości, na jakiej były bombowce. Nie wykluczył on, iż  część towarzyszących maszyn myśliwskich, zignorowała ten rozkaz i prawdopodobnie wykonały one kilka nurkujących ataków.
 Od Sida Katza uzyskałem informacje o jego jednostce oraz jej oznakowaniu i po moim powrocie, w dokumentach odnotowałem, że podczas nalotu na Świnoujście.  Należał  on do 8 Floty Powietrznej Stanów Zjednoczonych, 2 Dywizjonu, 476 skrzydła bombowego. Jak  mi też opowiedział, po wojnie podejmował wiele podróży do Europy, ale nigdy nie przyjechał do Niemiec. Jakie były tego przyczyny, nie zapytałem. Być może miało to związek z prześladowaniami Żydów w Trzeciej Rzeszy. Wymieniliśmy swoje adresy, chcieliśmy bowiem pozostać w kontakcie, a ja przesłałem mu nie tylko  broszurę „ Świnoujskie piekło „ ,ale przekazałem do dyspozycji, także inne materiały m.in. anglojęzyczny folder o cmentarzu Golm i poinformowałem o odpowiedniej stronie internetowej.
Herbert Weber, Iserlohn